... zwłaszcza, że ta zima (ku mojemu przeogromnemu zadowoleniu) jakaś niemrawa w tym roku.
Jak już napisałam (ironia mode on) pod słitaśną focią z Sylwestra na fejsbuczku (ironia mode off) - jedno z kluczowych postanowień z ubiegłego już roku, czyli - wydorośleć, okazało się totalną klęską :D Trochę Szanowni Czytelnicy/Oglądacze zaniedbałam Was w 2011, nie obiecuję poprawy, ale chyba wróciła mi nieco ochota na blogowanie. Niekoniecznie o ciuchach - zobaczymy.
A na dobry początek Nowego Roku: kwiaty i lato. Okolice lipca/sierpnia.
No i oczywiście życzenia. Kiedy zobaczyłam, czego życzyłam Wam i sobie 31 grudnia 2010, prawie padłam z wrażenia. Był to post dość proroczy :D
Dzisiaj mogę napisać, że za sprawą nieprawdopodobnych przygód, jakimi są dla mnie: śpiewanie w Psychodelic Sexy Funk, małżeństwo z Panem K., robienie doktoratu - życzenia te z grubsza się spełniły. Podtrzymuję je więc całkowicie: "Żeby robić to, co naprawdę się kocha. Żyć na całego. I w ogóle." :D



W zasadzie ciucholand :)

0 komentarze:
Post a Comment